TurboZbyszek
TurboZbyszek
|
|
| Punkty: | 3.005 |
| Ranking: | 67 |
| Plemię: |
WITAM2
|
| Wioski (1) |
Współrzędne |
P. |
|
|
490|449 |
3.005 |
|
|
Profil
|
 |
|
Tekst osobisty
|
Nie cierpię tego samochodu. Mówię to spokojnie, ponieważ wszystkie mniej spokojne rozmowy odbyłem już z nim na poboczu.
Kiedy go kupowałem, usłyszałem, że to klasyk. Solidna konstrukcja, wieloletnia historia, doświadczenie na każdej trasie. Sprzedający mówił o nim tak pewnie, że przez chwilę czułem się niestosownie, pytając, czy odpala.
„Oczywiście. Trzeba tylko wiedzieć jak”.
Powinienem był wtedy wrócić autobusem.
Samochód ma cztery koła, lecz każde sprawia wrażenie, jakby uzgadniało kierunek z innym ośrodkiem decyzyjnym. Kierownica wydaje polecenia, przednia oś je interpretuje, a tył czeka na oficjalne potwierdzenie. Kiedy skręcam w lewo, przez moment odbywa się narada. Jeżeli wszyscy zaakceptują trasę, jedziemy.
Największe wrażenie robi klakson. Działa zawsze. Silnik może milczeć, akumulator może kończyć karierę, lecz klakson pozostaje gotowy do ogłoszenia, że jesteśmy potęgą motoryzacji. Stoję więc na parkingu, nie mogę ruszyć, ale przynajmniej okolica wie, że mam ambitne plany.
Pierwszą dłuższą podróż przygotowałem starannie. Sprawdziłem trasę, zatankowałem, ustaliłem godzinę wyjazdu. Wszystko było rozpisane. O szóstej mieliśmy ruszać.
O szóstej działało radio.
O szóstej dziesięć zapaliła się jedna lampa.
O szóstej dwadzieścia silnik uznał, że nie otrzymał informacji o wyjeździe.
Do siódmej szukałem przyczyny, a później dowiedziałem się od znajomego, że źle zarządzam oczekiwaniami wobec starego auta. Najwyraźniej oczekiwanie, że samochód pojedzie, jest już przesadą.
Zabrałem go do mechanika. Mechanik podniósł klapę, popatrzył i powiedział, że części jest dużo, tylko trzeba to wszystko zgrać. Bardzo mnie to uspokoiło. Zawsze marzyłem o samochodzie, którego największą zaletą jest liczebność części.
Po naprawie dostałem rachunek oraz zapewnienie, że teraz będzie dobrze. Przejechałem dwa kilometry. Wróciłem pieszo, więc pod względem aktywności fizycznej naprawa rzeczywiście przyniosła efekty.
Najdziwniejszy jest bagażnik. Na narzędzia nie ma miejsca. Na koło zapasowe też nie bardzo. Kiedy jednak ktoś proponuje darmowe części, przestrzeń pojawia się natychmiast. Nagle można pomieścić trzy kartony, dwa błotniki i komplet siedzeń. Przy podziale gratisów ten samochód wykazuje organizację, której nigdy nie widziałem podczas jazdy.
Próbowałem rozmawiać z miłośnikami modelu. Powiedziałem, że chciałbym bez problemów dojechać do sklepu.
Usłyszałem o sukcesach sprzed dwudziestu lat.
Zapytałem o hamulce.
Usłyszałem, ile tych samochodów kiedyś jeździło po drogach.
Pokazałem plamę oleju.
Powiedzieli, że nie rozumiem tradycji.
Szanuję tradycję, ale chciałbym również szanować godzinę, na którą jestem umówiony.
Teraz przed każdym wyjazdem przygotowuję plan podstawowy, plan awaryjny i numer do człowieka z lawetą. Ten ostatni jako jedyny zawsze wykonuje swoje zadanie o ustalonej porze. Zaczynam podejrzewać, że to właśnie jego powinienem był kupić.
Na zdjęciach maluch nadal wygląda świetnie. Zielony lakier, las w tle, światła zapalone. Zdjęcie nie pokazuje tylko, że przyjechaliśmy tam na holu, a światła zostawiłem włączone, żeby chociaż coś sprawiało wrażenie aktywnego.
Dlatego przekreśliłem go na swoim obrazku. Bez obelg, bez wielkich deklaracji. Zwykła informacja dla następnego człowieka, który usłyszy: „Spokojnie, to sprawdzony klasyk”.
Sprawdzony może i jest. Chciałbym tylko wiedzieć, z jakim wynikiem. |
|
|